AKT II
Zachód słońca odbijał się w jeziorze poniżej, tworząc obraz mieniący się różnymi odcieniami pomarańczu i czerwieni. Mężczyzna stał na wysokim pagórku i oglądał powoli zasypiające miasto. Mijały minuty a słońce coraz bardziej opadało za horyzont. Gdy całkowicie się schowało i niebo stało się trochę bardziej ciemne, wyciągnął rękę, na której widniał czarny znak. Westchnął i w tym samym momencie ktoś teleportował się za nim. Odwrócił głowę i zobaczył zmierzającego w jego stronę Malcolma. Ręce miał schowane w kieszeniach, a głowę opuszczoną. Podszedł do mężczyzny i spojrzał mu w oczy.
–– To się stało, proszę pana. Przepowiednia o pańskim synu zaczyna się sprawdzać. Poznał mugolską dziewczynę. -- Pan Templer zrobił się blady.
–– Kurwa –– przeklął i pogładził się po brodzie –– Wiedziałem, że ten bękart jest niczego wart. Musimy ustalić jak tego zapobiegniemy.
–– Oczywiście. Gdy tylko nadarzy się okazja to poinformuję pana –– odpowiedział Malcom.
–– Świetnie –– odparł mężczyzna i odwrócił się w stronę miasta –– Złe nasienie trzeba usuwać, póki się nie rozprzestrzeniło.
–– Co się stanie z dziewczyną? –– zapytał Malcolm i stanął obok pana Templera
–– Zabiję ją –– odparł jak gdyby nie robiło to na nim żadnego wrażenia
–– Czy nie lepiej byłoby, gdyby przez nią cierpiał? –– pan Templer spojrzał na niego z uśmiechem
–– Masz rację. Mam nawet pewien pomysł. Najpierw użyjesz na niej imperiusa. Zrobisz tak, żeby przez nią cierpiał. Dziewczyna musi zaznaczyć, że nie chce być z czarodziejem. Że czuje się lepsza od niego, że on jest dla niej potworem –– Malcolm przytaknął
–– Dobrze. Zrobię to, ale on nie może się o niczym dowiedzieć
–– Tak bardzo zależy ci na przyjaźni z moim parszywym synem? –– starszy mężczyzna prychnął a Malcolm uśmiechnął się
–– Nasza przyjaźń może się jeszcze do czegoś przydać –– Templer uśmiechnął się
–– Mądry z ciebie chłopak –– odrzekł i położył mu rękę na ramieniu