Opowiadanie

Był to kolejny gorący dzień na irackiej pustyni. Wysłużony Hammer pędził przez gorący piasek zostawiając za sobą tumany kurzu. Z samochodu wydobywały się dźwięki wskazujące ze pasażerowie dobrze się bawią. Czterech mężczyzn w mundurach i bronią ułożona starannie na kolanach, rozmawiali wspominając niedawna przepustkę.
- Ja dalej nie rozumiem Henry, jak ci się udało poderwać te dziewczynę... przecież ty masz tak paskudny ryj.Kierowca i pasażer siedzący z przodu głośno się zaśmiali.- To nie ryj, to umiejętności.Skwitował człowiek nazwany Henrym. Był to szczupły chłopak, któremu spod hełmu wystawały długie czarne włosy. Z twarzy nie przypominał nikogo szczególnego. Jedynym wyróżniającym się szczegółem była blizna po kuli na policzku.- Zresztą, co ja wam będę opowiadał, na litość ja brałem.Teraz sam się zaśmiał razem z reszta. Śmiech zmieszany z rykiem silnika niósł się po okolicy jeszcze przez dłuższy czas. Błogą sielankę przerwały wystrzały z karabinu i kule odbijające się od karoserii samochodu. Mężczyźni w jednym momencie dobyli broni. Lufy wystawione przez okna zaryczały złowrogo plując metalowymi pociskami.Henry strzelał w kierunku z którego wydawało mu się ze padły strzały, gdy kawałki czaszki i jej zawartość ochlapały mu twarz i mundur. Przerażony chłopak prawie wypadł z pędzącego samochodu. Kawałki głowy jego kolegi walały się już po całej kabinie, gdy samochód nagle wystrzelił w górę i przekoziołkował kilka razy. Henry stracił wtedy przytomność.Obudził go przeraźliwy bol. Znajdował się w ciemnym pomieszczeniu. Pierwsze co zobaczył to brodaty mężczyzna poplamiony krwią. Złapał go szybko za kołnierz i uderzył czołem w jego nos, spróbował poderwać się na własne nogi, jednak nie mógł nimi ruszyć. Z kieszeni munduru dobył różdżkę i znikł.Udał się do pierwszego miejsca które wydawało mu się bezpieczne. Jego bezwładne ciało wylądowało u bram Hogwartu. Spojrzał w stronę zamku i zasnął upadając twarzą w kałuże własnej krwi.