*w tym miejscu została wklejony złożony pergamin. Po rozłożeniu go ukazała się legenda o Iskierce*
Mówili też coś o czterech przedmiotach. Wtedy ktoś do nich przyszedł, nie wiem kto. Doszedłem do dużej sali, gdzie był stół i mapa z godłem Hogwartu. Stał przy tym mężczyzna w masce i pisał coś po mapie i gadał do siebie. Wtedy wyszedłem i we mnie wycelował różdżką. Coś mnie oślepiło i później leżałem na ziemi z wężami, które chciały mnie udusić. Pytałem się go, gdzie jest Marry. Ten ktoś, chyba Niewidzialny, wyciągnął z szaty metalowy znak róży i różdżką go podpalił. Przyłożył mi to do czoła.
Pojawiłem się na białym peronie. Wszędzie było jasno. Vincenty nie żył.
Były też dzisiaj zajęcia z OPCM. Uczyliśmy się o boginach.
Nie pisałem o tym. Ale chyba w końcu muszę. *w tym miejscu między jednym a drugim zdaniem jest większa przerwa* Od jakiegoś roku mam wizje swojej śmierci. Widzę starszego siebie. Mam tam nie wiem ile lat. Może dwadzieścia coś. Za każdym razem dławię się krwią. I wtedy, zawsze, ZAWSZE, ta wizja, ten starszy ja, coś do mnie mówi. Jestem tego pewny, że mówi do mnie. To takie uczucie. Tego się najbardziej boję. Dzisiaj bogin zamienił się w tę wizję. Te wizje to nie dar. To przekleństwo. Ja nie chciałem tego widzieć. Niech ktoś to ode mnie zabierze...
*kolejny wpis jest napisany bardzo niestarannie, jakby na szybko*
Widziałem starszą Lucy leżącą w łóżku z Niewidzialnym. To chyba był Niewidzialny, bo miał na ręce tatuaż róży i węża.
ARCHIE