Opowiadanie o Ordono


OPOWIADANIE O ORDONO

                Złote promienie ogrzewały hiszpańską polanę i malowały bursztynowo-szkarłatnymi kolorami wiszące na błękitnym niebie chmury. Lekki powiew był muzyką dla tańczącej trawy i szukających spokoju istot. Spokojem tym był przepełniony Ordono. Chłonął go niczym błogi napój, dar od bogów. Jednak dźwiękiem przewodnim jego wewnętrznej harmonii nie była natura, a widok młodej dziewczyny ujeżdżającej konia.
                Kasztanowa maść zwierzęcia pokrywała się z barwą rozwiewanych włosów Castellany. Kilkunastoletnie damskie ciało pokrywała aksamitna suknia. Ordono, widząc ten obraz, czuł się dumny, że było mu to dane. Był od Castellany starszy tylko o pięć lat, a miał wrażenie, jakby właśnie objawiła mu się starożytna córka Panteonu, nasienie boskiej mocy, nieśmiertelne i wieczne arcydzieło.
                Koń się zatrzymał, a dziewczyna zeskoczyła z jego grzbietu i poklepała po brzuchu. Zaraz odwróciła się do Ordono. Jego lekki zarost i żylaste, szczupłe ciało bardzo jej się podobały. Wynikało to jednak nie z fizycznej atrakcyjności, którą niebiosa jednak nie obdarzyły chłopaka, a z siły serca, które swym urokiem zaczarowało umysł dziewczyny i złączyło tę parę więzią tak magiczną, że nawet bez świadomości o istnieniu Świata Magii, oboje otwarcie mówiliby o swojej wierze w czary.
                - To jest idealny dzień – powiedziała dziewczyna, patrząc w oczy ukochanego. Jej dłoń delikatnie muskała policzek Ordono.
                Po chwili ich usta przyciągnęły się nawzajem i złączyły w gorącej pieśni. Nim młodzi się obejrzeli, barwną paletę nieba zastąpiło rześkie i kojące księżycowe oko, które cierpliwie oglądało nagie ciała, tulące się, by przekazać sobie ciepło. Palące się z emocji, by uwolnić je z nadmiaru ponadludzkiej energii. Kryjące się wśród źdźbeł, by mogli stworzyć swój własny, dwuosobowy świat.

***

                Ordono i Castellana dojrzeli. Ich rysy podkreślił czas, a dłonie wystrugała praca. Niedawno przekroczyli trzydzieści lat. Mieli własny dom, gdzieś z dala od mugoli, w hiszpańskiej krainie. Los postanowił przynieść do ich życia skarb. Tej pięknej nocy, wiele lat wcześniej, świat ich pokochał na tyle, że kobiece łono zostało wypełnione najcenniejszym darem. Tej pięknej nocy powstała kolejna istotka, a jej imię brzmiało Ynes.
                Cała rodzina mieszkała obok stajni koni, którą prowadził Ordono. Było to ich główne źródło dochodu oraz pasja, która łączyła całą trójkę. Również kran wyrastający obok stadniny był ozdobiony w sposób, który, nawet po spłonięciu całej posiadłości, przypominałby o historii tego miejsca. Było tak, ponieważ cyple od kurka kranu były wyrzeźbione w kształty końskich głów, a po jego środku została wyryta litera „O”.
                Ordono i kilkunastoletnia Ynes weszli do pokoju. Łzy dziewczyny raniły jej policzki, pozostawiając srebrne łuny żalu i rozpaczy. Gdy zamazanym od emocji wzrokiem spojrzała na łoże, zakryła usta dłońmi i podbiegła do leżącej bez słowa Castellany. Jej boskie niegdyś ciało tego dnia przypominało uschniętą, zrzuconą powłokę. Jakby nadmiar światłej energii, która opuściła swą świątynie, pozostawiła po sobie tylko zniszczenie.
                Ynes złapała chudą, szarawą dłoń matki i klęknęła przy łóżku, czołem wbijając się w materac. W głębi duszy błagała o przywrócenie życia tej cennej istocie. Ordono nie uronił łez. Stał w drzwiach, obserwując scenę. On już miał swoją chwilę, by się pożegnać. Miał swoje lata, by się pożegnać. Choroba wyniszczała Castellanę od długiego czasu. Obserwował, jak jej oczy stają się mętne, ciało wątłe, a umiejętności magiczne wątpliwe.

***

                Wydawałoby się, że los, który wcześniej obdarzył ich szczęściem, już nigdy więcej nie wróci po zapłatę. Ordono był przekonany, że cena za duszę Castellany była warta całego świata. Chociażby jego świata. Niestety, śmierci nie dało się przekupić.
                - Ynes! – Mężczyzna podbiegł do dwudziestoparoletniej córki, która leżała na ziemi, w stadninie. Przestraszone zwierzęta zaczęły uciekać w swoją stronę. Niektóre stały i obserwowały, jakby właśnie ujrzały dawnie zwiastowaną tragedię. – Ynes, błagam… - Ojciec zakrył usta, gdy dotarło do niego, co się stało.
                Dziewczyna słabła. W jej krwi krążyła klątwa, choroba, śmierć… Koszmar dawnych lat powrócił, a Ordono nie miał siły, by ponownie się z tym zmierzyć. Próbował znaleźć rozwiązanie. Chciał oszukać Kostuchę, Hadesa, czy inne moce odpowiedzialne za to, co się działo.

                Ordono poświęcił cały swój wolny czas na szukanie sposobu, by uratować córkę. Żaden czarodziej nie był w stanie wyleczyć Ynes. Żadne czary nie były w stanie uwolnić ją od cierpienia. Powoli i ona się zapadała. Widział, jak lata odbierają siłę jej ciału. Jej umiejętności magiczne zanikały. By zapobiec nieszczęściu, sprzedał stadninę i stajnię. Ynes i tak już nie była w stanie wędrować na grzbiecie konia. Po dawnej pasji pozostał tylko kran i grób matki, który został postawiony przy nim.
                - Castellano, co mam robić? – szeptał do siebie zrozpaczony ojciec. Klęczał przed kamienną płytą. Jego twarz była cała w pyle. Podszedł więc do kranu i odkręcił go, by przemyć twarz. – Gdybym tylko mógł… - Podniósł wtedy swe mokre oblicze, a na jego twarzy zagościł lekki uśmiech, łaskotany przez kosmyki siwiejących powoli włosów.

                Ordono pracował tak długo, aż jego ciało nie położyło go do snu. Chociaż czasami nawet w marzeniach sennych pracował i szukał rozwiązań. Sięgnął do dawnych zaklęć, rozwiązań, historii i w końcu udało mu się opracować coś, co dało mu nadzieję na dalsze życie córki. Niestety, choć jego szczęście zdawało się wracać, dla Ynes widok desperacko działającego taty był dodatkową kulą ciągnącą ją w dół.
                - Tato, co robisz? – zapytała, podchodząc powoli do Ordono.
                Tylko księżyc, gwiazdy i świeca postawiona na grobie matki dawały im teraz światło. Stali przy miejscu pochówku Castellany i tym kranie, na którym spoczęło wiele zaklęć i uroków. Gdy Ordono obrócił się, by spojrzeć na córkę, miał wrażenie, że rozpłynie się ona zaraz niczym mgła i zniknie, nim on zdąży wyciągnąć do niej rękę.
                - Znalazłem rozwiązanie, Ynes. Rozumiesz? Znalazłem je. Zatrzymam dla ciebie czas. – Mówił jak szaleniec. Jednak nie to tak dołowało dziewczynę. Ona chciała po prostu spokojnie odejść, a on szukał sposobu, by ją zatrzymać. Ordono wyciągnął różdżkę i wycelował nią w kran. – Aqua Portam.
                Kurek zaczął się kręcić. Ynes zdziwiło jednak, że kierunek, w którym był odkręcany, był odwrotny do tego sprawiającego, że woda leciała. Mimo to strumień wypełzł z żelaznej rury. Dosłownie wypełzł. Nie zachowywał się jak zwykła woda. Powoli sunął ku ziemi, by z czasem uformować się w ścianę. Księżyc i świeca ozdabiały ją swoim blaskiem, sprawiając, że wodne drzwi wyglądały jak wypełnione jarzącymi się bursztynami, szafirami i diamentami.
                Ordono wyciągnął do niej rękę, by pomóc córce przejść.
                - To nasze miejsce, Ynes.
                Oboje, ramię w ramię, przeszli przez wodną ścianę, jednak nie pojawili się po jej drugiej stronie. Zniknęli.
                - Tato, tu jest… - Dziewczyna nie dała rady dokończyć. Ujrzała widok, który niegdyś doprowadził do jej powstania. Zachodzące słońce sprawiało, że niebo było malarskim dziełem samo w sobie. Do tego polana, na której stali, i głaszczący ich wiatr sprawiały, że chciałoby się tu zostać na wieki. Wodne wrota cały czas stały za ich plecami, jakby same podziwiały to, co skrywały w swym wnętrzu. Największym zdziwieniem był jednak zbliżający się do nich z oddali ciemny punkt. Chwilę później po twarzy Ynes spłynęły lśniące łuny łez. – Mama…
                Do Ordono i jego córki przygalopował kasztanowy, potężny koń z jeźdźcem na grzbiecie. Była nim młoda, kilkunastoletnia dziewczyna, Castellana w ciele z przeszłości, młodsza od własnej potomkini. Gdy tylko jej bose stopy spoczęły wśród źdźbeł, od razu spoczęła w uścisku Ynes.
                - Już wszystko dobrze, Ynes… Już wszystko dobrze…

***

                Czas stał dla nich w miejscu. Kilka miesięcy wydawało się tygodniem. Złączona na nowo rodzina korzystała z tych chwil najlepiej, jak mogła. Jednak dla Ynes świat nie mógł się zatrzymać. Jej ciało posiadało własny zegar, który sekunda po sekundzie odbierał jej siły.
                - Tato… - zaczęła córka, siedząc obok ojca, wśród traw, bawiąc się kłosami zbóż kołyszących się na wietrze, gdy jej matka gdzieś w oddali hasała z koniem. – To nie jest mama, prawda?
                Ordono przeszył ból. Miał głupią nadzieję, że to się nigdy nie stanie. W swej rozpaczy oszukał umysł. Znał listę zaklęć, które posłużyły mu do stworzenia tego świata, a jednak wyparł świadomość tego, że Castellana, którą przed sobą widzą, jest  tylko magicznym obrazem, filmem, pustą projekcją jego wspomnień o kobiecie, której już od dawna z nimi nie ma.
                - Chcę wrócić do domu – kontynuowała Ynes. Oczy miała smutne, a głowię zwieszoną. – Chcę odejść jak mama.
                Ordono nie wytrzymał tych słów. Każde z tych zdań było dla niego włócznią wbitą w serce.
                - Nie możesz, Ynes! – wykrzyknął ojciec, po czym odwrócił się do Castellany. – Wybuduj tutaj nasz dom! Wyczaruj go!
                Matka już nie miała uśmiechu na twarzy. Jej projekcja stała z ręką położoną na ciele konia, patrząc neutralnym wyrazem twarzy w stronę żywej, prawdziwej dwójki osób. Nic się nie stało. Żaden dom nie powstał.
                Rozwścieczony i zdesperowany Ordono ruszył do wodnych wrót. Przed wyjściem odwrócił się jeszcze, by spojrzeć na twarze swoich ukochanych. Spojrzenie Ynes dodało mu bólu. Jej oczy zdawały się śpiewać pożegnalną pieśń.
               
                Ordono przeszedł na drugą stronę. Była ta sama noc, gdy wraz z córką po raz pierwszy wszedł do świata swej zmarłej żony. Minął grób Castellany i zmierzył do domu.
                Zapłakany, otworzył drzwi sypialni, w której oddzieliła się dusza od ciała jego ukochanej kobiety. Wyciągnął różdżkę i skierował ją na łoże.
                Ordono, chcąc ocalić się od cierpienia, doprowadził się do szaleństwa. W rzeczywistości już nie chronił swej córki. On ją więził. Chciał zamknąć ją w sztucznym, magicznym świecie, wprowadzając ją w stan iluzji i marzeń sennych. Miał nadzieję, że zatrzyma czas a tym samym chorobę. Że zbuduje raj na ziemi.
                Ynes, natomiast, na początku dała się oszukać. Jednak mijające sekundy i blednące ciało pozwoliły jej oprzytomnieć. Żyły, które zamieniały się w szare szlaki śmierci, były niczym napis: „umierasz”. W pewnym momencie zaczęła postrzegać to magiczne miejsce jako miejsce hibernacji. Coś, co odkłada na bok jej nieunikniony los, dodatkowo wprowadzając ją w złudny stan życia. Ynes nie chciała dla siebie takiego losu. Wiedziała, że choć jej matka Castellana żyła krótko, to żyła. Nie marzyła. Takiego losu chciała również dla siebie – odejść w spokoju, pod kołdrą prawdziwego wiatru, w otoczeniu prawdziwych obrazów i przy trosce gorących serc.
                Ordono za pomocą magii przemieścił łoże pod wrota, które wciąż stały, błyszczące od promieni księżyca i świeczki leżącej na grobie. Już chciał wepchnąć łoże do środka, gdy magiczna woda opadła z pluskiem na ziemię. Jakby cały czar w jednym momencie prysnął. W kałuży, która została po wodnistych drzwiach, leżała Ynes.
                Ordono szybko podniósł ciało córki i położył ją na łóżku. Gdy spojrzał na nią, jego starcze kolana zgięły się i przez to klęknął. To nie była ta sama Ynes, którą zostawił. To był jej koniec.
                - Córuniu… - Głaskał ją po głowie, gdy ona ledwo na niego patrzyła.
                Dziewczyna chciała coś powiedzieć, jednak jej suche usta uwolniły jedynie szelest. Niegdyś brązowe i pełne wigoru oczy zamieniły się w srebrne kryształy, odbijające majestatyczne promienie księżyca.
                Ordono załkał żałośnie, kładąc głowę na materacu.
                - Co się stało?
                Gdy z jego oczu uciekła kolejna łza, jej dusza opuściła ciało.

***

                Starszy o kolejne osiemnaście lat Ordondo stał na werandzie swojego starego domu i patrzył, jak zachodzące słońce zabiera swe promienie z grobu Castellany i Ynes. Żal po stracie swych najbliższych siedział na jego ramionach. Ordono czasami myślał, że to przygnębiające uczucie jest tym, co go przybija do tego świata i nie pozwala mu odejść. Starał się przedłużyć życie innych, a teraz sam stał się więźniem świata, czekającym na kata, który pozwoli mu jeszcze raz zamieszkać w raju z żoną i córką. Tym razem jednak chciał, żeby to był prawdziwy raj.
                Po latach zrozumiał, co się wydarzyło. To nie było tylko wrażenie, gdy wychodząc z magicznego świata ujrzał pożegnalne spojrzenie Ynes. Ona się z nim wtedy naprawdę żegnała. I ona, i zaklęta postać Castellany wiedziały, że Ordono jest dla młodej, umierającej dziewczyny gwoździem wbitym w ciało, ostatnią przeszkodą do spokojnego końca dnia…

WYJAŚNIENIE OD AUTORA

„Opowiadanie o Ordono”, choć zalicza się do prozy, została napisana przeze mnie na podstawie prawdziwych wydarzeń. Ordono, Castellana oraz Ynes są postaciami, które żyły naprawdę. Żyli w czasach średniowiecza, na terenie dzisiejszego Manon, w Hiszpani, gdzie również spoczywają groby Castellany oraz Ynes. Stoi tam również wspomniany w opowiadaniu kran. Nie ma jednak ich domu oraz nie wiadomo, co się stało z ciałem Ordono.

Kran w Manon dalej działa. Tak samo jak wiele innych znalezionych na całym świecie. Nazywane są one Wrotami Castellany. Przez wiele lat były prowadzone nad nimi badania. Przyjmuje się, że dokładny sposób na ich budowę jest znany jedynie kilku osobom. Powszechnie wiadomo jednak, że MACUSA posiada i chroni recepturę na Wrota Castellany . Z badań w 1931 roku wynika, że do stworzenia Wrót Castellany są używane między innymi te same zaklęcia, które wykorzystuje się do zaczarowywania obrazów, oraz zaklęcie zmniejszająco-zwiększające.

Po badaniach w 1964 roku przeprowadzonych przez grupę amerykańskich czarodziejów i czarownic poznano dokładnie sposób działania Wrót Castellany. Z tych badań wynikło, że:

1)      Każde Wrota Castellany posiadają swojego „Modela”. Tym Modelem jest jakaś osoba. Działa to podobnie jak w przypadku obrazów. Przy tworzeniu Wrót wybiera się postać, która będzie służyła jako podstawa działania miejsca. W ten sposób pomieszczenie zyskuje charakter i sztuczną inteligencję. W przypadku „Opowiadania o Ordono” tym Modelem była Castellana. Model ten może pokazywać się w pokoju, ale nie musi.

2)      Każdy pokój skrywany przez Wrota Castellany ma swoje granice. To, jak one są duże, zależy od umiejętności i pracy czarodzieja, który taki pokój buduje. Podejrzewa się, że pokój w „Opowiadaniu o Ordono” jest największym znanym pokojem. Las, który otacza polanę w tym pomieszczeniu, jest przykrywką dla niewidzialnych ścian.

3)      Model wybiera Domowników. Domownikami są zazwyczaj osoby, które zbudowały Wrota Castellany, oraz osoby, które znalazły opuszczone Wrota Castellany. Liczba możliwych Domowników danego pokoju jest nieograniczona. Często jest określana za pomocą listy bądź słów Pierwszego Domownika.

4)      Model poznaje i wyczuwa wszystkie osoby w pokoju. Potrafi również czytać ich emocje i intencje.

5)      Model panuje nad czasem w pokoju. Może go zatrzymać, spowolnić i przyspieszyć. Jednak ma w tej kwestii ograniczenia. Nie może tego robić wbrew woli Domowników. W tej kwestii dostosowuje się do intencji Domowników. Dlatego, gdy ktoś chce wejść do pokoju i zyskać czas na naukę, Model zatrzyma czas.

6)      Do otworzenia Wrót Castellany trzeba znać zaklęcie Aqua Portam. Po użyciu zaklęcia na kranie, kurek zacznie się zakręcać, a z kranu zacznie wylatywać woda, która przybierze postać wodnej ściany.

7)      Pokój może się zmieniać według woli Modela, tak samo jak zaczarowane obrazy. Są to jednak zmiany, których możliwości zależą od mocy osoby, która zbudowała Wrota Castellany. Taką zmianą może być np. pojawienie się w pokoju róży. Takie zmiany czy przedmioty nie są możliwe do wyniesienia z pokoju.

8)      Model może kogoś nie wpuścić lub zatrzymać w pokoju. Gdy nieproszona osoba wejdzie przez Wrota Castellany, może znaleźć się w zupełnie innym miejscu, który pokój przyjmie. Taki alternatywny pokój wybiera Model. Natomiast, gdy ktoś chce wyjść, a Model nie chce go wypuścić, często Wrota Castellany wypluwają taką osobę z powrotem do środka.

9)      Wrota Castellany otwierane są poprzez Krany Ordono. Kran Ordono można rozpoznać po literze „O” wyrytej na kurku oraz czterech cyplach kurka wyrzeźbionych w kształty końskich głów.

Jeszcze jedną kwestią do wyjaśnienia z „Opowiadania o Ordono” jest przyczyna śmierci Castellany oraz Ynes. Choroba, na którą zachorowały, atakuje jedynie czarodziejów i czarownice. Jej nazwa to Całun Srebra. Choroba ta jest dziedziczna. Nie zawsze jednak uaktywnia się w każdym pokoleniu. Czasami dopiero któryś potomek z rzędu może również na to zachorować. Choroba posiada wiele objawów. Należą do nich: utrata wagi, utrata sił, blednięcie skóry, zmiana koloru żył z niebieskiego na szary, powolna utrata zdolności magicznych oraz, co najciekawsze, potężne zdolności magiczne przed rozpoczęciem destrukcyjnego procesu choroby.

Osoby, które cierpią na Całun Srebra, w dzieciństwie wykazują niesamowite zdolności magiczne. Już w wieku kilkunastu lat czarują niewerbalnie, a jako młodzi dorośli nie potrzebują różdżek. Często czarują czysto intuicyjnie.
Wyniszczające objawy Całunu Srebra zaczynają się jednak najczęściej w wieku dwudziestu paru lat, co kończy się śmiercią zwykle po trzydziestce. W międzyczasie ciało traci swoje zdolności i siły. Niestety, nie wynaleziono jeszcze leku na tę chorobę.

Zapraszam do zakupu moich pozostałych książek. Dostępne są w księgarni Esy i Floresy, w Londynie, przy ulicy Pokątnej.

Laviori Punnet